Z Tatr do więzienia - Niewinne początki dramatu
2012/02/07 04:39 Komentarze: 0
Często słyszę: można wyrzucać resztki - pomidory, ogryzki jabłek, skórki po bananach, bo przecież to wkrótce zgnije i użyźni glebę. Po pierwsze - proces rozkładu materii organicznej trwa w wysokogórskich warunkach długo, po drugie - użyźnianie gleby to popieranie pokrzywy szczawiu, a nie goryczki czy skalnicy. Jednak najistotniejsze jest to, że zanim resztki organiczne zgniją, znajdzie je zwierzę: lis, a może niedźwiedź. l tu zaczyna się dramat. Dzikie zwierzęta szybko przekonują się, zamiast szukać naturalnego pokarmu, łatwiej penetrować miejsca wzdłuż szlaków turystycznych i schronisk. Tam zawsze znajdą coś pozostawionego przez turystów. Widziałem niedźwiedzia, który zjadł papier po kanapce, bo pachniał mu jedzeniem. Pod koniec ubiegłego lata spotkałem na Skupniowym Upłazie lisa. Zdjąłem plecak, by sięgnąć po aparat fotograficzny. Szybszy okazał się lis. Gdy wkładałem rękę do plecaka, stał już przy moich nogach, a pysk miał w plecaku. On był już nauczony, że gest sięgania do plecaka oznacza rzucenie mu jedzenia. Co zrobić z lisem, który w Dolinie Kościeliskiej na Polanie Pisanej wpada w tłum dzieci z wycieczki szkolnej i wyrywa jednemu z nich kanapkę? Co zrobić z niedźwiedziem, który tracąc bojaźń przed człowiekiem, podchodzi do ludzi na odległość kilku metrów'? Właśnie „Magdzie" kontakt z ludźmi kojarzył się z możnością pozyskania jedzenia.
Tragedia „Magdy" zaczęła się, gdy pewnego roku, przy pewnym schronisku zauważyła ją pewna pani. Nazwisko nie jest ważne. Pani ta, oburzona odłowieniem niedźwiedzicy przyznała później w liście do redakcji„Tygodnika Podhalańskiego", że gdyby nie zaczęła dokarmiać głodnego niedźwiadka to pewnie biedactwo nie przeżyłoby najbliższej zimy. l tak dzięki dokarmianiu z rachitycznego niedźwiadka wyrosła potężna ,Magda". Już jako matka trójki dzieci uczyła je, że lepiej wyłudzać i wymuszać jedzenie od turystów czy też gospodarzy schronisk, niż z wysiłkiem dużo większym zdobywać pokarm naturalny. Jestem więc przekonany, że ta pani o dobrym sercu powinna być umieszczona na pierwszym miejscu długiej listy osób. które najbardziej przyczyniły się do śmierci „Magdy" i dożywotniego uwięzienia jej dzieci.
Pamiętam pysk „Magdy" zaklinowany między prętami klatki. Pamiętam ogłupiałe ze strachu niedźwiadki. To była jedyna w swoim rodzaju szansa - patrzeć z odległości metra w przekrwione oczy „Magdy". Oby nie było już nigdy więcej takich okazji !
Klatki załadowano na platformę samochodu przy leśniczówce „Wanta". W jednej była niedźwiedzica „Magda", w drugiej trójka jej dzieci. Wsiedliśmy z Władkiem Cudzichem do kabiny kierowcy. Gdy ruszyliśmy, wystawiłem głowę przez okno. Łapy niedźwiedzi wyciągnięte były przez pręty do granic możliwości - jakby chciały wyrwać ich uwięzione ciała z klatek i przenieść do lasu. Ale najbardziej przejmujące były ich pyski. Wciągały
nozdrzami zapach lasu - zdawało się, że pociągając nosami płaczą. Wydawały ciche odgłosy. Panie Władku, czy można się przyznać, że płakaliśmy wszyscy razem?
Podczas krótkiego postoju pod dyrekcją TPN samochód z klatkami otoczyło wiele osób. Wszyscy czuli się dziwnie i nieswojo. Jakby wstydzili się, że są ludźmi.
źródło: magazyn "Tatry - TPN" Nr.3(9). Tekst i zdjęcia autorstwa Pawła Skawińskiego.




A pewnie skoro tylko zjechali dupami na dół to powinni płacić
Autor: Leo
W tym roku niestety nie udało mi się być a z tego co widze było bardzo ciekawie. Tatry jednak już mnie ściągają bo już za tydzień na szlak ! xD
Autor: Tomasz
Bardzo fajny klimat festiwalu i atmosfera jak w schronach z roku na rok jest ciekawiej, podobało mi się.
Autor: ania
Ciekawe jak gorale w kierpcach chodzili po gorach? Ani podeszwy gumowej takie cudo nie ma ani usztywnionej kostki.
Autor: sjd
Co to za słowo "żadkim"?!
Autor: Anna