Na przestrzeni ponad 130 lat schronisko miało wielu gospodarzy, ale najdłużej pracował dotychczasowy kierownik Marek Pawłowski, który gazdował tu 34 lata. Początkowo pomagał matce Janinie Pawłowskiej. Od dwóch tygodni schronisko w Roztoce ma nową gospodynię – Annę Krupę z Chochołowa, której pomaga mąż Stefan. – Mimo przeprowadzki, układania rzeczy i porządków, bo teraz jest to nieuniknione, schronisko jest otwarte.
Przyjmujemy każdego, kto tu zajrzy – twierdzi Ania i szykuje gościom, którzy właśnie przyszli, domowy bigos. Od rana przewinęło się już kilka osób. Jest ładna pogoda, więc chętnie wypoczywają przed schroniskiem. Nowa gaździna odbiera telefon za telefonem. To dzwonią turyści, którzy chcą już zarezerwować miejsce na zbliżającego się sylwestra. – Zamierzamy zrobić taką turystyczno-regionalną imprezę z muzyką góralską. Już mamy prawie 40 chętnych osób, a to dopiero początek listopada – wyjaśnia.
– Zdajemy sobie sprawę, że schronisko jest położone na uboczu, do którego prowadzi tylko jeden szlak, od Wodogrzmotów Mickiewicza. I ten, kto tu przyjdzie, musi tą samą drogą wrócić. Chcielibyśmy czymś ich przyciągnąć. Może jakimiś specjałami, może obiadem dnia – zastanawia się nowa gospodyni. Na pewno nie zabraknie domowych wypieków, bo Ania lubi piec.
Dla Ani i Stefana prowadzenie takiego obiektu to wyzwanie, ale są pełni optymizmu. Obydwoje często pomagali mamie Stefana – też Annie Krupie – w prowadzeniu szałasu w Dolinie Strążyskiej. Siostra i szwagier, Bogusia i Olek Długopolscy – gospodarzą w schronisku PTTK na Turbaczu. – Stefan zna i lubi góry. Przed ślubem zapuszczał się w Tatry na kilka dni – twierdzi Ania.
Na razie młodzi Krupowie muszą przygotować się do zimy. Zwieźć z Chochołowa drewno do palenia. – Chcemy tu utrzymać prawdziwie turystyczną atmosferę, tak jak to było dotychczas. To nadal musi być schronisko z klimatem – kończy Ania.
Jolanta Flach.
źródło: tygodnikpodhalanski.pl


